sobota, 4 kwietnia 2009
Zmiany
Ostatnie 3 dni dały mi do myślenia. Rekolekcje wielkopostne - brzmi słabo prawda? "Po co komu na to chodzić? Jakiś klecha będzie coś gadał od rzeczy. Lepiej pójść sobie gdzieś, bo nie ma lekcji." Takie jest podejście wielu ludzi do rekolekcji. Po części myślałem podobnie, ale poszedłem. Poszedłem i się mile zaskoczyłem. Ojciec rekolekcjonista gdy zaczął mówić, dało się zauważyć, że ma charyzmę, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że mówił do rzeczy. Mówił tak do rzeczy, że na każde kolejne spotkanie coraz bardziej chciałem przyjść. Mówił tak do rzeczy, że te rekolekcje dały mi więcej niż wszystkie poprzednie, w których uczestniczyłem, razem wzięte. Zrozumiałem, że mogę być sobą. Nie muszę nikogo ani niczego grać. I najważniejsze: JA wcale nie jestem najważniejszy, twierdzenie, że "MI się coś należy" niczego mi nie da. Wręcz przeciwnie, może mi nawet zabrać to co już mam. Mówiłem, że rozumiem, ale wydawało mi się, że rozumiem, a to nie jest to samo co rozumienie. Dopiero teraz naprawdę rozumiem swoje błędy i chciałbym przeprosić wszystkich tych, którzy byli świadkami mojej "walki o moje"...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

nie przepraszaj tak szybko ;) Twoja walka "o Ciebie" właśnie się rozpoczęła.
OdpowiedzUsuńa Ojciec tak ^^ cudowny dar słowa i mówienie do mnie, do Ciebie, i do każdego z osobna (dziwnie brzmi, ale wiesz o co chodzi ;P)